Powrót

Świadomość to nie mózg.


Niezwykle fascynujący artykuł, znaleziony na jednym z forów. Autor raczej nie znany. Źródło - http://radioamator.elektroda.eu/swiadomosc.html

Warty przeczytania. Naukowe opisy, te trudniejsze do zrozumienia można pominąć! :-)


 

Miałem wówczas 12 może 13 lat, pierwsza połowa lat '90.
We śnie wyjrzałem przez okienko w przedpokoju.
Na dworze w tym śnie było ciemno, i zobaczyłem w oddali nad lasem ogromny ogień,
który był ze 2 razy wyższy od drzew; zrobił na mnie niesamowite wrażenie,
bo wcześniej czegoś takiego nie widziałem.
Za jakiś czas (nie pamiętam dokładnie jaki, ale krótki, jakieś kilka tygodni),
siedząc w pokoju usłyszałem jakieś trzaski. Był wieczór, na dworze już było ciemno.
Wyjrzałem przez okienko w przedpokoju, by zobaczyć skąd pochodzą te trzaski,
i wtedy zobaczyłem identyczny widok jak w swoim wcześniejszym śnie.
Zdałem sobie w mgnieniu oka sprawę, że dokładnie to mi się właśnie śniło,
a teraz to się dzieje na prawdę.


Wszystko identycznie, rozmiary, kształt i miejsce płomieni.
Jak również okienko, i strona z której wyjrzałem - jak we śnie.
Wiem ze absolutnie nie mogło być mowy o przypadku - jak to tłumaczą sceptycy.
Niestety, nie ma innego sposobu by się przekonać, niż samemu doświadczyć na sobie.
Źle tylko zinterpretowałem źródło tych płomieni, zarówno we śnie, jak i gdy je zobaczyłem.

Były na tle lasu, więc myślałem ze to las się pali.
Okazało się że spalił się drewniany dom, który stał tuż przez tym lasem,
a zasłaniały go drzewa, więc z mojego punktu widzenia nie było możliwe ustalenie, co się paliło.

Jednak wtedy fakt że mi się przyśniło coś, co później miało miejsce w rzeczywistości -
specjalnie mnie nie zdziwiło, uznałem właściwie to za coś normalnego.
Nie miałem wtedy pojęcia o tym, że coś takiego jest niespotykane i niewyjaśnione.

Dopiero po latach, kiedy dowiedziałem się że nauka nie ma na to wyjaśnienia - zainteresowałem się tym.
To doświadczenie spowodowało, że zainteresowałem się zjawiskami niewyjaśnionymi.
Po prostu wiedziałem i wiem, że skoro ja coś takiego przeżyłem, to i przynamniej część opisów
niezwykłych przeżyć innych ludzi - musi być prawdziwa.

Czytając, dowiedziałem się że takie sny zdarzają się bardzo rzadko,
nazywa się je realistycznymi snami proroczymi, lub deja-vu (z francuskiego: już widziane).
Zdałem sobie sprawę, że nie jestem jedynym człowiekiem, który tego doświadczył.

Szukałem w nauce odpowiedzi, w jaki sposób mózg mógł mieć dostęp do informacji z przyszłości.
Dowiedziałem się, że przeczy to teorii względności Alberta Einsteina, gdyż zakłada ona, że
nie jest możliwe przesyłanie informacji z prędkością większą, niż prędkość światła w próżni - c,
oraz że z tego wynika niemożliwość przesyłania informacji do przeszłości (i ich odbioru z przyszłości).
Dowiedziałem się o hipotetycznych cząstkach nadświetlnych, które mogłyby poruszać się szybciej niż c,
i jednocześnie nie mieć możliwości zwolnić do poziomu c, ani niższych prędkości.

Cząstki te nazwano tachionami.

Jednak ich istnienie jest tylko hipotetyczne, poza tym nie wyjaśniało to,
w jaki sposób mózg mógłby je odbierać, i co mogło by je generować.

Wszak ze snu jasno wynika, że to co ma się zdarzyć - już jest gdzieś zapisane,
albo tak jak myślał Einstein - czas jest tylko upartym złudzeniem; zapewne miał na myśli że przeszłość,
teraźniejszość i przyszłość - istnieją jednocześnie, choć nasza świadomość nie ma dostępu do
przyszłości, przeszłość jedynie pamiętamy - stąd tak a nie inaczej odbieramy rzeczywistość, jako
nieodwracalny upływ czasu.

Zacząłem się zastanawiać nad tym, czy aby na pewno cała nasza świadomość, osobowość, pamięć -
mieści się w mózgu i że jest on elektrochemicznym komputerem, a nasze myśli to impulsy chemiczne i
elektryczne między neuronami w mózgu (synapsy).

Szybko zdałem sobie sprawę, jakże naiwna jest taka teoria świadomości....

Mimo, że jest ona domeną świata akademickiego, i wciąż jest wykładana na uczelniach, niczego tak naprawdę nie wyjaśnia...
Owszem, takie zjawiska zachodzą w mózgu, zostało to zbadane i potwierdzone.
Jednak w żadnym przypadku nie może być to nasze "ja", nasza świadomość.

Gdyby tak było - nie różnili byśmy się niczym specjalnym od komputerów.
Silny impuls elektromagnetyczny - broń elektromagnetyczna,
która niszczy wszelkie urządzenia elektroniczne,
albo wysoko naładowane cząstki wiatru słonecznego -
wręcz wykasowało by to nam pamięć z mózgu (jeśli przyjąć że myśli to impulsy elektryczne).
Tymczasem nic takiego nie ma miejsca.
Naszej pamięci nie narusza też potężne pole magnetyczne, w czasie obrazowania mózgu za pomocą jądrowego rezonansu magnetycznego.

Impuls elektromagnetyczny zniszczy komputery, wykasuje pamięć, zniszczy urządzenia elektryczne i elektroniczne.
Nie naruszy jednak naszej pamięci, nie zaburzy naszej osobowości, nie zmieni naszych myśli.
A przecież mózg nie jest ekranowany, czaszka nie jest klatką Faradaya, większa część widma
elektromagnetycznego (prócz podczerwieni, światła widzialnego, UV) - wnika w głąb, lub przenika przez
nasze głowy na wylot.

A pomyślcie o ludziach, którzy są narażeni na bardzo silne pola elektromagnetyczne, o operatorach
wojskowych urządzeń radiolokacyjnych, narażonych na mikrofale o potężnej mocy, które by zniszczyły
wszelkie urządzenia elektroniczne umieszczone w ich wiązce.
Choroba mikrofalowa, która po latach jest tego konsekwencją - nie oznacza jednak utraty osobowości, czy
jakiegokolwiek zaniku pamięci.

W książce "Umysł przewidujący przyszłość" Davida Loye, na początku rozdziału "Holograficzny umysł" - czytamy:

"Karl Lashley był jednym z najbardziej wytrwałych i skrupulatnych neuropsychologów przełomu lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku. Zdecydowany odkryć, czym jest pamięć i gdzie należy ją lokalizować, przez blisko trzydzieści lat badał mózgi szczurów. Jego eksperymenty polegały na wycinaniu określonego obszaru mózgu, a następnie, kiedy tylko zwierzę dochodziło do zdrowia, testowaniu utraconej pamięci.


Ale chociaż usuwał aż do osiemdziesięciu procent całkowitej objętości mózgu, odkrywał, że pamięć szczurów nadal działa bez zarzutu.

Analizując wyniki swoich badań, nie krył rozczarowania faktem, że nie istnieje żadne oczywiste miejsce, w którym można by zlokalizować pamięć i żaden "engram", który by ją przechowywał.


Doszedł więc do wniosku, że proces uczenia się, w jakim wszyscy uczestniczymy, jest z logicznego punktu widzenia... niemożliwy.

W jednej z notatek zaproponował również coś, co miało nieco podbudować jego pracę, ale co w tamtych czasach wydawało się poglądem dość żałosnym.

Engram - jak nieśmiało zasugerował Lashley - istniał, ale w jakiś zupełnie niezrozumiały sposób rozprzestrzeniony był w obszarze całego mózgu.  Ponadto, aby rozjaśnić nieco tę mglistą ideę, dodał, że pamięć powstaje dzięki bliżej nieokreślonym "falom interferencji".

Natomiast w książce "Poza granicami wyobraźni" Viktora Farkasa, w rozdziale "Cudowna istota człowiek: myślenie bez mózgu",
- opisane są udokumentowane medycznie przykłady normalnych, żyjących ludzi, u których w wyniku wodogłowia stwierdzono większościowy lub nawet całkowity brak.... mózgu.


Wniosek jest taki, że naukowcy, którzy powołują się na teorię, jakoby to w mózgu miała być pamięć i osobowość -
nie mają pojęcia, jak bardzo się mylą.

A może wiedzą, ale nie mają lepszego wyjaśnienia.

Tą teorię mogę tylko porównać do dawnej teorii budowy świata - teorii geocentrycznej.
Wszechświat składał się z obracających się kryształowych sfer,
na których były umieszczone Księżyc, Słońce, planety, i na ostatniej - gwiazdy stałe.
W samym centrum wszechświata zaś tkwiła nieruchomo płaska Ziemia.

Jednak wraz z początkami heliocentryzmu, odkryto że Ziemia jest kulą, a Słońce jest znacznie od niej większe.
Nieprawdopodobnym i nielogicznym było, by większe ciało krążyło wokół mniejszego.

Uznano że to Słońce jest nieruchome i znajduje się w centrum wszechświata,
zaś Ziemia jest tylko jedną z planet, które krążą wokół niego.
Odkryto że maleńkie gwiazdy na nocnym niebie są w rzeczywistości ogromnymi słońcami, i że są ich
miliardy, które jako całość nazwano Galaktyką.

Odkryto, ze Galaktyka jest tylko maleńką częścią większej całości,
bowiem podobnych galaktyk są znowu miliardy....

Brzytwa Ockhama - słynna zasada naukowców, mówiąca że nie należy mnożyć bytów ponad
konieczność, i że najprostsze wyjaśnienie bywa zazwyczaj prawdziwe - już wtedy się stępiła...

Jak widzicie, cały czas mnożono byty "ponad konieczność", w miliardy miliardów....

Jak się później dowiecie - to co nazywamy dziś całym wszechświatem - także przyjdzie pomnożyć....

W międzyczasie pomnożono byty, dzieląc atom ( gr. atomos, niepodzielny! ) - na coraz mniejsze
części...

Pod koniec XX wieku odkryto wreszcie, że wokół innych gwiazd, także krążą planety.
Obecnie odkrywa się ich coraz więcej, choć jest to trudne z uwagi na olbrzymią odległość.

Prosta teoria budowy świata, okazała się nie mieć nic wspólnego z rzeczywistością.
Podobnie jak teraz teoria świadomości, będącej integralną częścią, czy wręcz właściwością mózgu...

A co powiecie na doświadczenia w czasie śmierci klinicznej, doświadczenia pacjentów, których
przywrócono do życia, mimo braku oddechu, tętna, i z płaskim wykresem EEG!

Płaski EEG oznacza tylko jedno:
Mózg nie funkcjonuje - a więc zgodnie z ustaleniami naukowymi, zmysły nie mogą być aktywne,
a człowiek nie może niczego widzieć, słyszeć, czuć, ani tym bardziej zapamiętać.

Tymczasem w rzeczywistości jest inaczej.

Ludzie ci, po udanej reanimacji, byli w stanie zapamiętać i podać szczegóły operacji,
których w żaden sposób nie mogli wymyślić, zgadnąć - jak również to co się z nimi działo wówczas,
gdy przyrządy nie rejestrowały żadnej aktywności mózgu!

I takich przypadków na świecie było i jest wiele!

Zainteresowanym polecam film "The Day I Died" - Dzień w którym umarłem. Jest na YouTube z lektorem PL.

 

http://www.youtube.com/watch?v=WXZFjotVhsI
http://www.youtube.com/watch?v=4rL75bPG3r4


Profesor Stuart Hameroff jest anestezjologiem i bada relacje pacjentów, którzy przeżyli śmierć kliniczną.
Wspólnie z angielskim fizykiem, Rogerem Penrose - pracują nad stworzeniem kwantowej teorii świadomości...

Fizyka kwantowa...
Czuję że to właściwa droga!

Nawet Albert Einstein nie mógł tego rozwikłać...

W świecie kwantów dzieją się dziwne rzeczy...
Np. dwie splątane ze sobą cząstki, fotony czy elektrony - mogą się znajdować dowolnie daleko od siebie,
a ich polaryzacja będzie przeciwna.
Mimo, że stan pojedynczej, dowolnej cząstki jest całkowicie nieokreślony,
po dokonaniu pomiaru polaryzacji dowolnej z tych cząstek - stan drugiej automatycznie
ustali się jako przeciwny. Choćby te cząstki były w różnych galaktykach.
Einstein nazwał to "upiornym oddziaływaniem na odległość" ponieważ przeczyło jego teorii,
że informacja nie może poruszać się szybciej niż światło.
Tymczasem w tym przypadku dzieje się to natychmiastowo, bez jakiegokolwiek opóźnienia.

Foton czy elektron może przejść jednocześnie przez dwie szczeliny i interferować sam ze sobą.
Nazywa się to superpozycją.
Gdy jednak będziemy chcieli zaobserwować, którędy przechodzi ta cząstka - okaże się że wybierze
zupełnie losowo jedną szczelinę, przez którą przejdzie, i tylko detektor umieszczony przy tej
szczelinie zarejestruje przejście.


Elektron lub foton nie obserwowany - zjawia się jako fala interferencyjna, jednak obserwowany - jako
cząstka. Nazywa się to dualizmem korpuskularno-falowym.


Funkcję falową, będącą rozwiązaniem równania Schrödingera, należy rozumieć jako obszar, który opisuje rozkład prawdopodobieństwa
wystąpienia cząstki w danym miejscu.

Niels Bohr, duński fizyk, stworzył "Interpretację kopenhaską mechaniki kwantowej", w której funkcja
falowa, opisująca rozkład prawdopodobieństwa wystapienia cząstki - gdy zostanie dokonany pomiar -
zredukuje się do tego jedynego stanu, który jest wynikiem pomiaru.

Kot Schrödingera

Erwin Schrödinger, aby pokazać jak teoria kwantowaprzeczy zdrowemu rozsądkowi, opracował myślowy eksperyment z udziałem kota.
Kot jest zamknięty w pudełku, w którym umieszczono szczelny, np szklany pojemnik z trucizną, np lotną cieczą.
Do pudełka włożono próbkę materiału promieniotwórczego, emitującą średnio jedną cząstkę na godzinę,
a także detektor promieniowania, mający na celu zarejestrować tę cząstkę.
Detektor jest połączony z mechanizmem, który w chwili zarejestrowania cząstki, rozbija pojemnik i uwalnia truciznę.
Po włożeniu kota i próbki i zamknięciu pudełka, oraz odczekaniu godziny - mamy 50% prawdopodobieństwo,
że kot jest żywy i takie samo 50% że jest martwy.
Tak mówi zdrowy rozsądek. Jeśli nastąpi radioaktywny rozpad i detektor go zarejestruje, to zostanie uruchomiony mechanizm, który uwolni truciznę z pojemnika,
i wtedy kot zginie. Jeśli rozpad nie nastąpi, kot nadal będzie żywy.
Rozpad promieniotwórczy jest zjawiskiem kwantowym, można więc określić tylko prawdopodobieństwo zajścia rozpadu,
a tym samym prawdopodobieństwo zatrucia kota.

Z interpretacji kopenhaskiej wynika jednak coś innego – Zanim otworzymy pudełko czyli dokonamy sprawdzenia zawartości pudełka,-
kot jest jednocześnie i żywy i martwy. Znajduje się on w dziwnym stanie (superpozycji) wszystkich możliwych rozwiązań.
Dopiero otworzenie pudełka i sprawdzenie jego zawartości redukuje układ do jednego stanu – kot wyskoczy żywy z pudełka, albo pozostaje w nim martwy.

Einstein upierał się przeciwko takie redukcji i przypadkowości w świecie zjawisk kwantowych,
przewidywanych przez interpretację kopenhaską,
pisząc w liście do Bohra słynne zdanie:

"Dobry Bóg nie gra ze światem w kości!"

.....i miał rację!

Kwantowa teoria wielu światów

W 1957r. amerykański fizyk, Hugh Everett III, obronił pracę doktorską, w której zaproponował zupełnie nowe podejście do problemu interpretacji mechaniki kwantowej.
Zaproponował, by wszystkie możliwe stany kwantowe (możliwe wyniki pomiarów) funkcji falowej potraktować jako prawdziwe i rzeczywiste.
Założył, że w chwili obserwacji (pomiaru) zdarzenia kwantowego, będącego wcześniej w superpozycji - wszechświat rozczepia się na tyle kopii,
ile jest możliwych rozwiązań funkcji falowej.
Założył że dzieje się tak w przypadku każdego zdarzenia kwantowego, że redukcja funkcji falowej jest tylko pozorna,
i jest związana z ustaleniem się kwantowego stanu w linii czasowej, że wszystko co tylko jest możliwe, ma miejsce w którejś odnodze multiwszechświata.
Everett swoją teorię nazwał "Wieloświatową interpretacją mechaniki kwantowej".
Swój pomysł poparł podstawą matematyczną, w której nie udało się znaleźć błędu.

Multiwszechświat jawi się jako rozgałęziające się drzewo o nieskończenie wielu gałęziach, cały czas rozgałęziających się i postępujących wraz z tym,
co my nazywamy upływem czasu.
Drzewo to może istnieć jako całość, naraz, jednocześnie, a iluzja upływu czasu jest domeną naszej ograniczonej świadomości,
odbierającą tylko jedną wąską ścieżkę łańcucha zdarzeń, spośród nieskończenie wielu możliwych.

Kot Schrödingera jest w połowie przyszłych linii czasowych (od momentu otworzenia pudełka, obserwacji) żywy,
a w drugiej połowie martwy, i to jakiego go zaobserwujemy, zależy od tego, jaki wynik był przypisany linii
czasowej, w której znajduje się nasza świadomość.

Kotów Schrödingera było wiele, bo nasze kopie w równoległych wszechświatach, również wykonały ten eksperyment.

Oczywiście tylko myślowo, bez udziału prawdziwego kota :)

Paradoks dziadka też nie istnieje.

Faktem jest że ta teoria nie jest kompletna, jako teoria wszystkiego, opisująca wszystkie zjawiska w przyrodzie, nie uwzglednia się w niej bowiem grawitacji,
Jednak sama idea istnienia wielu wszechświatów równoległych jest intrygująca, w naturalny sposób wyjaśnia wiele zjawisk, i mam kilka argumentów na rzecz jej prawdziwości.

Komputer kwantowy.

David Deutsch, fizyk z Uniwersytetu w Oksford, opracował w latach '80 kompletną teorię działania komputera kwantowego.
Już dziś zbudowano pierwsze kwantowe bramki logiczne, przetwarzające pojedyncze qubity (bity kwantowe), których obliczenia potwierdzają teorię.
Niesamowitą szybkość i jednoczesność obliczeń, da się sensownie wyjaśnić, tylko w oparciu o teorię wielu światów, w których wiele bliźniaczych kopii komputera,
jednocześnie wykonuje wiele rożnych prób obliczeń tego samego zadania, i na koniec, zbiorczy wynik jest do odczytu na każdej z nich.

Doświadczenie Younga.

Na początku XIX wieku, Thomas Young, angielski fizyk - wykonał doświadczenie, które potwierdziło falową naturę światła.
Doświadczenie to polegało na przepuszczeniu światła świecy przez małą dziurkę wyciętą w nieprzeźroczystym materiale,
za którym znajdował się kolejny materiał, tym razem z dwiema małymi dziurkami położonymi blisko siebie.
Następnie znajdował się ekran, na który rzutowane było światło po przejściu przez oba materiały z dziurkami.
Young zamiast dwóch świetlnych punktów (na co wskazywała by logika) ujrzał właśnie wzór interferencyjny.
Jednak 100 lat później, Einstein wyjaśnił zjawisko fotoelektryczne, i od tego czasu wiemy że światło składa się z fotonów.
Co zostało potwierdzone doświadczalnie przez Arthura Holly Comptona w 1923r.

Naukowcy wykonali zmodyfikowaną wersję doświadczenia Younga, w której źródło światła emitowało pojedyncze fotony,
tak że np. co ułamek sekundy, wychodził tylko jeden foton
Pojedyncze fotony były przepuszczane przez podwójną szczelinę, za którą umieszczono materiał światłoczuły.
Po kilku godzinach wynik eksperymentu był już znany.
Na światłoczułym materiale pojawiło się nic innego, jak znany już wzór interferencyjny.
Z czym w takim razie interferuje pojedynczy foton?
W mechanice kwantowej ten efekt jest wyjaśniony jako nakładanie się funkcji falowej, która opisuje stan fotonu.
Ale funkcja falowa jest przecież tylko rozkładem prawdopodobieństwa znalezienia cząstki,
i według interpretacji kopenhaskiej nie istnieje jako coś realnego, z czym mógłby interferować pojedynczy foton.
Przecież zgodnie z założeniami szkoły kopenhaskiej,
funkcja falowa ma nieustannie ulegać redukcji do jednego konkretnego stanu kwantowego.
Rzeczywiście, tak to wygląda z poziomu obserwatora, który ma dostęp i obserwuje wynik
z jednego tylko wszechświata równoległego (ściślej: z jednej równoległej linii czasowej).
Nie oznacza to jednak, że tak właśnie jest w szerzej pojętej rzeczywistości.

Dopiero po zastosowaniu kwantowej teorii wielu światów,
znajdujemy wyjaśnienie tej zmodyfikowanej do pojedynczych fotonów wersji doświadczenia Younga.
Pojedynczy foton interferuje z całą resztą funkcji falowej, którą stanowią niewidzialne w naszym wszechświecie
fotony, znajdujące się w równoległych wszechświatach, których równoległa obecność i trasy - zgodnie z teorią Everetta -
determinują trasę jaką przemieszcza się foton w naszej linii czasowej, w taki sposób,
by zgodnie z rozkładem prawdopodobieństwa przewidzianym przez funkcję falową,
chwilowe położenie i pęd pojedynczego fotonu nie były identyczne w dwóch różnych wszechświatach równoległych.
W ten sposób właśnie powstaje znany już wszystkim wzór interferencyjny.

Powyższa interpretację tego doświadczenia, którą ująłem własnymi słowami, opisał David Deutsch,
i można o niej przeczytać w jego książce "Struktura rzeczywistości" (The Fabric of Reality).

Kwantowa świadomość

Zastanawialiście się, skąd się biorą treści, obrazy, sceny w Waszych snach?
Skoro mój sen, o którym pisałem na początku, dotyczył przyszłego zdarzenia w rzeczywistym świecie,
To nic nie stoi na przeszkodzie, by uznać, że przynajmniej ta część snów, w których widzimy zupełnie realistyczne sceny
widoki, krajobrazy, miasta, domy, ulice, zdarzenia i ich szczegóły - ma rzeczywiście miejsce w którymś z wielu światów równoległych, postulowanych przez Everetta.
W czasie snu, nasza świadomość może przekraczać granicę dzielącą nas od równoległych linii czasowych, a nasza pamięć może się na pewien czas "podłączyć"
do świadomości którejś z naszych kopii żyjącej w którymś ze światów równoległych, i rejestrować przeżycia tego naszego bliźniaka w innej linii czasowej,
tak jakbyśmy to przeżywali my.
Czas nie ma tu żadnego znaczenia, możliwe jest połączenie zarówno z przyszłą jak i przeszłą równoległą linią czasową.
I to by tłumaczyło mój sen deja-vu, o którym na początku pisałem...

A jak to jest, że widzimy we śnie jakiś napis, czy liczbę, czytamy go, a potem spoglądamy gdzieś indziej, i znów na ten napis....
ale za drugim razem widzimy coś innego?
Obserwujemy różne światy równoległe, będące takimi samymi, za wyjątkiem treści tego napisu.

Jednak z analizy moich snów wynika, że ludzie, których spotykamy w snach w części przypadków znajdują się również we śnie.
Z tym że prawie zawsze są to niematerialne dusze - świadomości ludzi ze światów równoległych, którym my się śnimy w taki sam sposób, w jaki oni nam.

Jednak we śnie widzimy ich normalnie jako ludzi
Takie wytłumaczenie wynika z analizy moich snów, chociażby z treści niektórych prowadzonych rozmów sennych.

Jak ustaliliśmy, choćby na podstawie doświadczeń śmierci klinicznej, istnienie duszy jest faktem.
Świadomość jest niematerialna i może przebywać poza ciałem.
Świadomość (dusza) w jakiś sposób jednak oddziaływuje z materią, sterując ciałem,
zapewne za pomocą jakichś nieznanych jeszcze zjawisk kwantowych, rodzajów splątania kwantowego,
z atomami każdej żywej komórki w naszym materialnym ciele, czyniąc go żywym, ożywiając materię.

Zatem wszystko, co żyje, każde zwierzę i roślina, nawet bakterie - mają duszę. bez kwantowej świadomości - duszy materia nie może być żywa. Nie oznacza to że zwierzęta, rośliny, czy tym bardziej bakterie są świadome.
Pisząc o świadomości, mam na myśli ten kwantowy pierwiastek życia, który jest odpowiednikiem w świecie duchowym.

A zatem istnieje dusza, która przetrwa śmierć ciała fizycznego.

To tłumaczy, dlaczego śnią nam się nasi bliscy zmarli, i czasami podają informację, których nie można by uzyskać w inny sposób;

Np. w przypadku zaginięć, czy niewyjaśnionych morderstw, zmarły moze się przyśnić i podać szczegóły i okoliczności swojej śmierci, oraz miejsce w którym leży jego ciało, co może być później potwierdzone w trakcie śledztwa prowadzonego przez policję. Zdarzają się takie przypadki.

Podobnie działa nasz mózg - jest tylko odbiornikiem bytu duchowego w oparciu o zjawiska kwantowe.
Jest jednak bardzo selektywny, i odbiera (analogicznie do radia) tylko jedną stację radiową (naszą świadomość)
a nie transmisje na wszelkich możliwych częstotliwościach, które znajdą się w jego zasięgu.

Czasem zdarza się że jest inaczej, czy to z powodu praktyk, zdolności niektórych ludzi, czy też natury ich mózgu.
I w ten sposób media na seansach spirytystycznych pozwalają na czasowe przejęcie kontroli nad swoim ciałem - innym bytom duchowym,
- stąd czasem mówią nieznanymi językami, bądź zmienionym, nienaturalnym głosem.
To samo dotyczy opętanych, czy niekiedy uznanych za "chorych psychicznie".
Zdarza się tak i bez spirytyzmu.

Są przypadki ludzi, w których jednym ciele, kryje się kilka osobowości

Nazywa się to podwójną osobowością, i polega na tym, że przez jedno ciało, za pośrednictwem mózgu, kontaktuje
się ze światem materialnym kilka świadomości (dusz).
I też tu są przypadki, że ci ludzie np. znają obce języki, których nigdy się nie uczyli, i nie mieli takiej możliwości.
Lunatycy wstają, chodzą, robią różne rzeczy, niekiedy takie, których nigdy by nie zrobili będąc świadomymi.
Nic później po przebudzeniu nie pamiętają.
Po prostu jakiś byt duchowy posługiwał się wówczas ich ciałem.
W dużym uproszczeniu można się posłużyć analogią radia, telewizora - do mózgu.
Widzimy i słyszymy coś w tych urządzeniach, co jednak nie jest w nich samych, a jedynie przez nie odbierane.
Ale gdyby kilka wieków temu, pokazano komuś telewizor czy radio - nie dał by wiary, że to co tam widzi i słyszy,
nie pochodzi z wnętrza tego urządzenia, że to urządzenie nie jest tego źródłem.

Weźmy radio na baterie, zdejmijmy obudowę, tak by był dostęp do płyty z elementami elektronicznymi (od strony lutowania)
Włączmy takie radio, dostrojmy jakąś stację. ok, wszystko gra.
Teraz, gdy zaczniemy dotykać palcem tych lutowań i ścieżek na płycie,
Gdy trafimy na miejsce, gdzie mieści się układ pośredniej częstotliwości i tam dotkniemy,
radio zacznie nam się rozstrajać, będziemy słyszeli kakofonię różnych stacji radiowych,
także zagranicznych, krótkofalowych, które są nawet na innych zakresach fal.
Gdy tylko odejmiemy palec, wszystko wróci do normy; znów będziemy slyszeć tylko naszą pierwotną stację.

Czasem w wyniku wykrycia np. tętniaka, wykonuje się operacje wymagające trepanacji czaszki.
wycina się fragment kości czaszki, by uzyskać dostęp do kory mózgowej.
Pacjent może być wtedy świadomy.
Lekarze robili doświadczenia, stymulując korę mózgową za pomocą elektrod,
przez które przepuszczali niewielki prąd.
Zmieniali w ten sposób stan świadomości pacjentów, pacjenci widzieli rzeczy, postacie, których nikt inny nie widział.
Jednak nie ma możliwości by w ten sposób "dopisać" człowiekowi lub wymazać jakieś wspomnienie,
coś czego ten człowiek nigdy nie przeżył, nie doświadczył.
Co jest jeszcze jednym argumentem, przeciw teorii, jakoby to mózg był źródłem świadomości.
Po odjęciu elektrody - wszystko natychmiast wracało do normy.

Narkotyki, czy wszelkie substancje psychoaktywne, psychodeliczne - właśnie powodują takie rozstrojenie mózgu;
możliwy jest wgląd w inne światy, możliwe jest zakłócone widzenie rzeczy spoza naszej linii czasowej,
Ale niestety też otwiera to mózg dla innych niż nasza świadomość - bytów duchowych, co może mieć złe skutki, o jakich pisałem powyżej.

Ale wracając do snów - kto decyduje o treści naszych snów, danej nocy, w danej chwili drzemki?
kto sprawia że widzimy akurat takie a nie inne zdarzenie,
spotykamy akurat taką a nie inną osobę i rozmawiamy z nią na określony temat, w akurat takim a nie innym świecie równoległym?

Skoro istnieje dusza, duchy, to znaczy że istnieje też cały świat duchowy, może istnieć wyższy wymiar rzeczywistości, łączący wszystkie te swiaty równoległe,
w ktorych żyją istosty z materialnym ciałem, mogą żyć w nich doskonalsze od nas istoty duchowe,
które widzą całe to drzewo nazywane multiwszechświatem - jednocześnie.

To one znają naszą przyszłość w różnych liniach czasowych, różne możliwe wersje przyszłych zdarzeń, z naszym udziałem,
to one mogą decydować o treści naszych snów, łącząc nas ze światami równoległymi,
pozwalając niekiedy naszym bliskim zmarłym na kontakt z nami w ważnych sprawach,
a także ostrzegając nas w snach, dając symboliczne wskazówki, lub wyświetlając nam w snach "zwiastuny filmu"
będącego czekającym nas przyszłym wydarzeniem w jakiejś sporej procentowo liczbie przyszłych ścieżek w światach równoległych.
Osobom niewidomym od urodzenia, mogą z jakichś powodów nie być dostarczane wrażenia senne zawierające obrazy.

To wyczerpująco wyjaśniało by zarówno realistyczne jak i symboliczne sny prorocze ludzi.

Tutaj możemy wreszcie spróbować wyjaśnić czym jest tzw. przeczucie czy intuicja.

Być może jesteśmy ostrzegani w podobny sposób na jawie,
albo w jakiś sposób odbieramy silne emocje naszych bliźniaczych kopii z równoległych ścieżek,
którym w wyniku decyzji objętej przeczuciem stało się coś dobrego lub złego.

Bliska nam zmarła osoba, miała wgląd do funkcji falowej przyszłości
(wszelkich możliwych rozwiązań zdarzeń z naszym udziałem),
i mogła nas zawczasu ostrzec dając znak, ktory odbieramy jako przeczucie, intuicję.

W ten sposób mogą istnieć w naszej świadomości wszelkie nieuzasadnione lęki i fobie przed określonymi rzeczami i sytuacjami.
Któremuś z naszych bliźniaków w równoległej linii czasowej,
przydarzyło się coś złego i było związane z daną rzeczą, sytuacją, okolicznością,
i na zasadzie przeczucia lub jakiegoś zapomnianego snu - przeniknęło do naszej świadomości.

Teoria superstrun przewiduje istnienie wibrujących cząstek o rozmiarach zbliżonych do długości Plancka (około 10^-35m).
A więc nieporównywalnie mniejszych od atomów, nukleonów i tworzących ich kwarków.
Może to być podstawowy budulec multiwszechświata.
Tam właśnie może być świadomość, duch, która dzięki tak małym rozmiarom jest wszystko przenikać.
Postuluje się też istnienie nieco większych mikrotuneli czasoprzestrzennych, ale też w okolicach długości Plancka.
Być może są to tunele łączące równoległe wszechświaty zarówno materialne jak i duchowe z naszym.
Możliwe, że są to właśnie te tunele, które widzieli ludzie będący w stanie śmierci klinicznej.
Możliwe też, że w czasie snu, poprzez takie mikrotunele, nasza świadomość ma wgląd w równoległe wszechświaty.

Niestety, nie wszystkie byty duchowe są szlachetne.
Dręczenia, opętania, koszmary senne, to przykłady ich działań.
I psychiatrzy diagnozują chorobę psychiczną, nie wiedząc z czym tak na prawdę mają do czynienia,
bo nie znają prawdziwej natury świadomości.

Nie wolno wywoływać duchów, szukać kontaktów ze zmarłymi, uprawiać czarów,wróżb, stosować
różdżek, wahadełek, i wszelkich podobnych rzeczy.
Nie rozumiem czemu tyle ludzi czyta horoskopy, czy korzysta z usług wróżek.
Tak, duch może coś powiedzieć o przyszłości, czy osobie, która szuka takich informacji.
Miejcie jednak świadomość że są to złe duchy.
Takie informacje nie przyniosą Wam szczęścia.

Zabrania tego Biblia, i takie też jest moje zdanie.

Jeśli coś z przyszłości będzie miało Wam być objawione, to tak się stanie bez Waszej ingerencji,
czy to w postaci snu, czy też przeczucia, intuicji.

Jednak właśnie tam, w tym najwyższym wymiarze, ponad multiwszechświatem, bądź jeszcze wyżej,
bo nie wiemy jaka jest liczba takich wymiarów i multiwszechświatów,
Badając otaczającą nas rzeczywistość, wciąż odkrywamy, że to co dotychczas uważaliśmy za całość,
okazuje się tylko maleńką cząstką czegoś znacznie większego

- powinna być jedna wszechobecna świadomość, siła sprawcza która przenika wszystko, co istnieje,
i widzi całe swoje dzieło stworzenia,
we wszystkich jego czasach i wymiarach jednocześnie.
Nic nie stoi na przeszkodzie, by nazwać tę świadomość Bogiem.


Mam wrażenie, że to właśnie ostateczne, wobec niezbitych dowodów,
naukowe potwierdzenie duchowego świata, duchowej świadomości wraz z niezliczonymi równoległymi wszechświatami.
- będzie największym odkryciem naukowym w historii ludzkości.
Odkryciem, które powinno zostać dokonane już niedługo, wcześniej aniżeli odkrycie za pomocą radioteleskopów przez program SETI
inteligentnego życia pozaziemskiego, cywilizacji zamieszkujących poza słoneczne planety.

Budowane są coraz potężniejsze akceleratory cząstek, takie jak Wielki Zderzacz Hadronów (LHC) w CERN.
Stosuje się coraz większe energie zderzeń, rozbijając cząstki na coraz mniejsze, o coraz to większej energii wiązania.
Naukowcy próbują znaleźć przewidzianą przez Model Standardowy cząstkę, która nadaje materii masę, zwaną bozonem Higgsa, będącą cząstką pola Higgsa.

Jaki będzie wtedy świat, jak i czy zmienią się ludzie?
Czy nadal będą zabijać zwierzęta, wiedząc już na pewno, że wszystkie one mają duszę?
Trudno mi sobie teraz to wszystko wyobrazić...


Przedstawię Wam analogię teorii miejsca Ziemi w Układzie Słonecznym, do teorii świadomości.

Wiek XV - XVI Powszechnie w świecie przyjmuje się teorię geocentryczną,
jednak jest Kopernik, Galileusz, którzy twierdzą, że Ziemia jest kulą,
jedną z planet, trzecią w kolejności i krąży wraz z nimi wokół Słońca.
Za tą "herezję" omal nie zostali spaleni na stosie przez inkwizycję.
Był też Giordano Bruno, który twierdził ponadto że Słońce jest tylko jedną z niezliczonych gwiazd,
że wszechświat jest ogromny, że wszędzie obowiązują te same prawa, że wokół innych gwiazd krążą planety,
które podobnie jak Ziemia - są zamieszkałe przez istoty rozumne.
Ten wizjoner za tak absurdalne herezje - został spalony na stosie.

XX i początek XXI w. - Powszechnie w świecie naukowym przyjmuje się teorię, że to mózg jest źródłem świadomości.
jednak jest Penrose i Hameroff, którzy twierdzą, że świadomość jest duchowa,
i łączy się z mózgiem za pomocą zjawisk kwantowych, w ten sposób ożywiając ciało.
Dziś nie pali się już ludzi na stosach, jednak w świecie naukowym ich teoria nie ma poparcia.
Był też Hugh Everett III, który twierdził że funkcja falowa nie ulega redukcji,
że wszystkie możliwe jej stany są rzeczywiste i zachodzące, że gęstość prawdopodobieństwa funkcji falowej,
odpowiada gęstości wszechświatów równoległych w których jej poszczególne stany kwantowe się realizują,
że liczba tych wszechświatów może być nieskończona,
i że wszystko co jest możliwe - ma na 100% miejsce gdzieś w multiwszechświecie.
Te "herezje" tylko niewielka część naukowców traktuje poważnie, i to dopiero od bardzo niedawna.
Dla przytłaczającej większości ludzi jest to czyste science-fiction.

W obu przypadkach była jakaś część ludzi, która wierzyła w obie teorie, jednak stanowili mniejszość,
a przynajmniej nie byli w stanie przekonać ogółu do nowatorskich teorii.

W pierwszym przypadku wszystko okazało się prawdziwe.
(życia na innych planetach nie możemy odkryć tylko z powodu niewyobrażalnych odległości do gwiazd i galaktyk)

Naprawdę wierzycie, że w drugim przypadku nie będzie dokładnie tak samo?


Wreszcie przedstawię Wam najlepszą analogię jaka tylko mi przyszła na myśl,
jeśli chodzi o porównanie do czegoś powszechnie znanego,
relacji: świadomość(dusza) - mózg - ciało.

Każdy z Was zapewne miał w ręku telefon komórkowy.
Większość z Was wie, że znajduje się w nim karta SIM, do której przypisany jest numer.
Natomiast wszystko co jest z tą kartą SIM (numerem) związane, a więc:
rachunek, stan konta, dane właściciela, usługi, taryfy, poczta głosowa, nagrane powitanie i wiadomości, itp.
- znajduje się u operatora na centrali.
Gdy przełożymy kartę SIM do innego telefonu - tym samym nadamy mu numer przypisany do tej karty SIM.

Załóżmy że istnieje tylko jeden jedyny operator komórkowy, i ma absolutnie wszędzie 100% zasięg.
Telefonów są miliardy, ale każda karta SIM ma swój unikalny kod,
dzięki czemu łącząc się z centralą poprzez niewidzialne fale radiowe
- jest unikalna, i zawsze loguje się tylko pod własnym numerem - numery i karty SIM nie mieszają się.

Gdy włączamy telefon - loguje się on do sieci,
i reprezentuje numer, z którym można się kontaktować przez tenże telefon.
Załóżmy, że telefon ani karta SIM nie zawierają pamięci - wszystkie kontakty, SMS,y i inne dane -
są zapisane na centrali w pamięci należącej do operatora, w katalogu opisanym tymże numerem.
Załóżmy też, że uszkodzona karta SIM, może powodować że telefon będzie odbierał i przetwarzał zakłócone dane z innych,
nieznanych numerów, a także będzie podatny na wpływ hakerów - a więc nie będzie działał normalnie.
Zniszczenie telefonu i karty SIM - nie powoduje zniszczenia i utraty numeru i danych na centrali.
Numer i wszystko co z nim związane - pozostaje nienaruszony i jest własnością i cząstką operatora.
W przypadku odbudowania/naprawienia uszkodzonego telefonu lub/i karty SIM
- numer będzie funkcjonował tak samo jak poprzednio - wszystkie przypisane mu dane (pamięć) - zostały zachowane.
Nadal będą mogły zadzwonić (kontaktować się z nim) osoby które go znają, jak i będzie się prezentował tym, do których dzwonimy.


Wszystkie numery są jednością, bowiem znajdują się na jednej pamięci, są ze sobą w ten sposób połączone, i są częścią operatora.

I teraz najważniejsze:

Ludzkie ciało - to telefon komórkowy.


Mózg - to karta SIM


Dusza
( świadomość, osobowość) - to numer na centrali i wszystko co jest z nim związane.

Operatorem sieci - jest Bóg.




Napisano: 14 Stycznia 2011

Ostatnie uaktualnienie: 14 Stycznia 2011

 

powrót
 
powrót na górę